Prawda, co to jest i komu ją mówić?
Niekiedy mówienie choremu całej prawdy jest kulturowo uwarunkowane. Na przykład w Ameryce Północnej lekarz mówi pacjentowi: "Przykro mi, ale ma pan nieuleczalnego raka, proszę pisać testament, bo pozostało panu jeszcze sześć tygodni życia..." Tej tradycji, która wydaje się zbyt brutalna, przeciwstawia się "łacińską" tradycję mówienia półprawdy, szeptanej do ucha osoby towarzyszącej, gdy tylko chory opuści gabinet lekarski. Zwolennicy pierwszej metody zarzucają tym drugim, że nie szanują godności pacjenta; oni z kolei twierdzą, że nie wolno odbierać choremu nadziei, choćby minimalnej, na wyleczenie i potępiają mówiących całą prawdę za beztroskę wynikającą z samozadowolenia. Wokół tego sporu narosło wiele nieporozumień. Po pierwsze: mówić prawdę. Być może, ale jak? W książce usiłujemy cierpliwie ujawnić prawdę o chorobie Alzheimera we wszystkich jej aspektach i jesteśmy dalecy od zakończenia. Jak można wymagać, aby lekarz, w kilku zaledwie zdaniach, zawarł tak poważny i złożony problem? A nawet jeśli mu się to uda, to jak jego słowa zostaną odebrane? "Każdy słucha własnymi uszami", jak mówi arabskie przysłowie. Prawda dotyczy tylko tego, kto jest w stanieją przyjąć. Zacytujmy przykład znanego onkologa, który, gdy sam zachorował na raka, wolał rozpoznać u siebie gruźlicę całkowicie uleczalną niż nowotwór złośliwy, potwierdzony badaniem radiologicznym. Rozumiemy to, nawet mając do czynienia ze zwykłym czyrakiem, chcemy usłyszeć: "Piętnaście dni wykluwania się, siedem dni owrzodzenia i wasze dziecko będzie zdrowe." Mówić prawdę, to czuć się zdolnym do udzielania odpowiedzi, które nie przynoszą żadnej ulgi.


